Uwielbiam próbować nowych rzeczy: jeść nowe dania, widzieć nowe miejsca, uczyć się nowych rzeczy. Szczególnie te ostatnie są dla mnie interesujące, bo nabyte umiejętności, często później mogę jeszcze wykorzystać. Jest ich tyle, że nigdy się nie nudzę. Właściwie to ciągle mam kolejkę. W poprzednim roku było nurkowanie.

Do której szkółki narciarskiej się udać?

dobra szkółka narciarska w Czarnej GórzeW tym postanowiłam nauczyć się jeździć na nartach. To trochę zabawne, że jeszcze do tego nie podchodziłam, ale niekoniecznie pozytywne wspomnienia skłoniły mnie do przesuwania nauki jazdy na nartach na dalsze miejsca. W końcu stwierdziłam, że koniec odwlekania, bo narty mogą być całkiem przyjemne. Słyszałam, że jest dobra szkółka narciarska w Czarnej Górze i miałam zamiar to zweryfikować. Na pewno nie miałam zamiaru jeździć samopas. Wiele zależy od dobrego instruktora i ja na to liczyłam – że trafię właśnie na takiego, które przełamie mój opór i zamieni go w miłość do narciarstwa. Szus byłby idealny dla mnie. Wielokrotnie to sobie wyobrażałam. Pamiętam, że ktoś kiedyś zabrał mnie do jakiejś szkółki narciarskiej, ale wtedy stchórzyłam. Dopiero teraz byłam gotowa. Tym bardziej, że naprawdę chciałam jeździć. Wszyscy moi znajomi jeździli, a ja w tym czasie wybierałam się gdzieś do spa albo na zwiedzanie. Bałam się nart, ale kilka miesięcy później mogłam już spokojnie stwierdzić, że nie było czego. W szkółce większość ludzi była tak początkująca i tak spanikowana jak ja. Na szczęście instruktorzy wiedzą o tym i nie musiałam „cwaniakować”. Gdy poznałam podstawy zaczęło mi się podobać.

Zabrzmi to dziwnie, ale w te wakacje pokonałam większy strach, niż wtedy, gdy musiałam ze spadochronem wyskoczyć z samolotu. Czasem tak jest, że większe cele są mniej straszne niż te, które są blisko, a jednak nacechowane emocjonalne. Najważniejsze, że ten lęk pokonałam i bawiłam się wspaniale szybko jeżdżąc!